[Książka] Zerowa Maria i Puste Pudełko – escape room w książkowym wydaniu

Kolejne tomy „Zerowej Marii i Pustego Pudełka” goszczą już od ponad roku na sklepowych półkach. Dzięki wydawnictwu Waneko mamy okazję zagłębić się w topową pozycję wprost z pierwszego miejsca zestawienia MyAnimeList. Czy warto? Jak najbardziej. Zwłaszcza, jeżeli jesteś fanem visual novel typu escape room – odniesień i smaczków do klasycznych gier w gatunku będzie sporo – a szczególnie nasuwa się tutaj jedna z nich. Dostatecznie zainteresowani?

[Książka] Zerowa Maria i Puste Pudełko - escape room w książkowym wydaniu - książka-zerowa-maria-i-puste-pudełko-01

Kazuki Hoshino jest niczym nie wyróżniającym się, uwielbiającym swoje „zwyczajne życie” uczniem. Któregoś z szarych dni w miesiącu lutym pojawia się w jego klasie niejaka Aya Otonashi. Nie byłoby nic dziwnego w przybyciu nowej uczennicy, jednak wygląda na dość znudzoną i zrezygnowaną, ponadto oznajmia, że przybyła „złamać” Kazukiego i nie widzą się bynajmniej pierwszy raz, jak mogłoby się wydawać. Jak się bowiem okazuje, oboje znajdują się już w 13 118 powtórzeniu, a to za sprawą tajemniczego pudełka Marii. Czy uda im się wydostać z nieskończonej pętli wydarzeń? Kto rozdaje pudełka spełniające życzenia?

Ciężko przybliżyć fabułę „Zerowej Marii” nie wdając się w szczegóły i nie zdradzając zbyt wiele. Pod tym względem książka jest łudząco podobna do znanych Wam zapewne visual novelek – opowieść polega głównie na dialogach, popychających historię do przodu. Jak ktoś słusznie zauważył, w tej serii opisów nie ma praktycznie w ogóle. Do złudzenia przypomina to grę tekstową, tyle, że w oczywisty sposób pozbawioną ilustracji i przerywników filmowych. Czy to dobry sposób na poprowadzenie opowieści? Dialogi są całkiem niezłe, więc książkę czyta się dobrze. Jednak jestem pewna, że sporo zyskałaby ona przy nieco większej ilości opisów – można byłoby lepiej wczuć się w klimat opowieści i nieco odetchnąć – obecna forma powoduje, że ta light novel jest nieco mniej light, niż inne nowelki w gatunku. Krótko mówiąc – do lektury „Hakomari” trzeba skupienia i kropka.

Opowieść podzielono na kilka arków – i całe szczęście. Dzięki temu można do serii powrócić po dłuższym czasie nie martwiąc się o luki w pamięci :) i przy okazji zabieg ten czyni lekturę trochę lżejszą. Co tutaj mamy? Tom pierwszy obejmuje wydarzenia w „Klasie Odrzuceń” – Maria i Kazuki usiłują wydostać się z pętli czasowej w ich własnej szkole. W drugiej części bohaterowie mierzą się z kolejnym posiadaczem – Kazuki trafia do „Tygodnia w Bagnie”. Do tego momentu przygody naszej dwójki sprowadzają się głównie do ratowania potencjalnych ofiar właścicieli pudełek. Kolejne dwa tomy rzucają trochę więcej światła ich sytuację i wyjaśniają nieco więcej, niż do tej pory. Trzeba też zaznaczyć, że „Gra dla Znudzonych” (czyli tom trzeci i czwarty) jeszcze bardziej upodabniają opowieść do klasycznego escape rooma – nie da się też nie zauważyć fascynacji autora Danganronpą (ten Tweet autora utwierdził mnie jeszcze bardziej w moich domysłach). Tym razem bowiem na bohaterów czekają własne pokoje, zostają wyznaczone godziny w których mogą przebywać poza nimi, główna sala służy im do prowadzenia dochodzeń, mają do dyspozycji określone racje żywnościowe i narzędzia zbrodni, a na sam deser – na zamontowanych w ich pokojach tabletach regularnie pojawia się brzydki misiek, namawiający do zabijania innych graczy celem wydostania się z gry. Nawiązań robi się dużo – jak na mój gust, nawet zbyt dużo. Po drodze zdążyłam zwątpić w oryginalność autora; na szczęście jednak po zakończeniu tej części lektury okazało się, że pomysłów nadal pozostało mu całkiem sporo. „Kino Niszczące Życzenia” obejmujące tomy piąty i szósty jest moim ulubionym arkiem – pomysł z salą kinową i projekcjami wspomnień bohaterów z różnych perspektyw naprawdę wymiótł. Tom siódmy i ostatni jest świetnym ukoronowaniem serii i wyjaśnia wszystkie wątpliwości – praca nad nim zajęła autorowi aż dwa lata i zdecydowanie to widać – trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Epizod z „Detronizacją” można więc spokojnie przyjąć za pewien wyraz uznania w stronę świetnej gry visual novel, jaką jest Danganronpa.

[Książka] Zerowa Maria i Puste Pudełko - escape room w książkowym wydaniu - książka-zerowa-maria-i-puste-pudełko-03

Czy da się jednoznacznie określić gatunek „Zerowej Marii i Pustego Pudełka”? Książce najbliżej chyba do thrillera. Zapowiedź okładkowa sugeruje „mroczną, psychologiczną” powieść. Jednak czy taką „Danganronpę” można nazwać mroczną i psychologiczną? Pewien pierwiastek szaleństwa z podobnych gier został zachowany także w powieści. Kolejne morderstwa są wskazówkami służącymi odnalezieniu się w sytuacji, w której akurat znaleźli się bohaterowie i pomagają rozwiązać zagadki. Z czasem zbrodnie przestają szokować czytelnika, raczej prowokują do zastanowienia się nad rozwojem fabuły i do snucia domysłów niż przerażają. Fani horrorów mogą się więc mocno zawieść – mniejsza ilość środków wyrazu niż w grach wideo oraz nastawienie na analizę sytuacji powodują, że „Hakomari” to zdecydowanie lepszy thriller psychologiczny niż horror, mimo że krew wylewa się litrami.

Jakość tłumaczenia jest niestety bardzo nierówna. Od pojedynczych literówek w początkowych tomach, przez totalnie kiepską korektę w tomie czwartym (sorry, ale ten czyta się zdecydowanie najgorzej i sprawia wrażenie przygotowanego w pośpiechu – błędów jest naprawdę dużo) i stopniową poprawę do całkiem nieźle wydanego ostatniego tomu, w którym nie wyłapałam praktycznie żadnych błędów. Waneko, wiem, potraficie i poczekałabym chętnie trochę dłużej na kolejną książkę, byle nie znalazło się w niej aż tyle pomyłek! Zdaję sobie sprawę, że to debiut wydawnictwa w temacie light novel, aczkolwiek wydawanie ln-ki z pierwszego miejsca MAL zobowiązuje do utrzymania pewnej jakości. Szkoda, że trafiło akurat na „Hakomari”, bo jestem pewna, iż z czasem będzie dużo lepiej.

Podsumowując – czy warto zainwestować w siedem tomów „Zerowej Marii”? Zdecydowanie tak, chociażby z czystej ciekawości, jak wygląda najlepiej oceniana light novel w serwisie MAL. Fani lekkiej beletrystyki również powinni znaleźć tu coś dla siebie, książka jest bowiem dosyć oryginalna i trudno się od niej oderwać. Szczególną radość przyniesie pewnie jednak fanom japońskich visual novel – nieczęsto mamy przecież okazję doświadczyć podobnej opowieści w papierowym wydaniu. Błędy trochę kłują w oczy, niemniej jednak tym razem warto przymknąć na nie oko i dać się wciągnąć w interesującą historię.

Zobacz również



Trik

Trik

Pomysłodawczyni tego gamingowego bloga. Sercem przy konsolach big N, w wolnym czasie ogląda kolejne serie anime. Trochę programuje, trochę pisze. Lubi mleko, słucha głównie metalu i rocka i bywa na koncertach.