[Recenzja] Animal Crossing: New Horizons, odkrywamy nowe horyzonty

Switch Recenzje

Nie ukrywam, że od czasu zrecenzowania Animal Crossing: New Leaf jestem ogromną fanką serii i często wracam do tej pozycji. Właściwie to, że zdaję sobie sprawę z jej istnienia zawdzięczam prowadzeniu tej strony; przy okazji premiery darmowego dodatku, udało nam się dostać 3DSową odsłonę symulatora miasteczka do recenzji. Nic nie wskazywało, że mogłaby ona przypaść mi do gustu, jednak czasami w życiu pokrętnie bywa i mało brakowało, a nigdy nie poznalibyśmy się bliżej. Po przegraniu blisko 300 godzin na handheldzie, ciężko byłoby przejść obojętnie wobec nowej odsłony AC – nowa konsola, nowe możliwości, a przede wszystkim kolejne godziny spokojnej, niezobowiązującej rozgrywki.

Blisko dwa tygodnie temu internet oszalał na punkcie najnowszej odsłony zwierzęcego symulatora miasteczka od Nintendo. Połowa już od dawna czekała na swoje preordery, a druga obserwowała fenomen z bezpiecznej odległości oglądając trailery i zastanawiając się, czy ludzie grający w takie tytuły mogą być jeszcze zdrowi psychicznie. Nawet po sporym doświadczeniu z tytułem ciężko sobie uzmysłowić, co właściwie przykuwa w Animal Crossing na długie godziny, dni, tygodnie, a nawet lata. Rynek obfituje w bardziej zaawansowane symulatory, o dużo większych możliwościach (daleko nie szukać – nawet The Sims oferuje zaawansowane customizowanie wszystkiego co popadnie, Sim City jest rozbudowaną strategią zarządzania miastem, a sam japoński rynek też obfituje w najdziwniejsze symulacje) a jednak każda część AC jest hitem wydawniczym, gry brakuje na półkach i prawie każdy posiadacz konsoli N miał do czynienia z którąś odsłoną tej serii. Właściwie, poza cukierkową oprawą, uważaną przez niektórych za największą wadę tej pozycji, główną cechą wyróżniającą gry jest to, że nie trzeba w niej robić nic. No, kwiatki wypada podlać, jeżeli nie przepadacie za chwastami w ogródku.

Co zatem słychać w New Horizons? Nowa odsłona Animal Crossing robi wszystko to, co poprzednio, tylko lepiej i zdecydowanie odpowiada na potrzeby graczy. Tradycyjnie już przygotowujemy swoją postać, wprowadzamy się tym razem na wyspę, aby zamieszkać na niej ze zwierzakowymi kompanami. NH daje graczom więcej możliwości już na samym początku; decydujemy, na której półkuli zamieszkamy (pojawiające się ryby i robaki będą zależeć od tego), gdzie wybudują się mieszkańcy, a także my sami. Oprócz tego czeka na nas szereg podstawowych zadań – wybudowanie sklepu, spłacenie kredytu na dom i ściągnięcie na wyspę kilku znanych z poprzednich części bohaterów. Gromadzenie lootu, bellsów, sprzedawanie owoców, wymienianie się nimi – to zapewne już znacie (a jeżeli nie, to o ekonomii i podstawowych funkcjach gry bardziej obszernie traktowała recenzja New Leaf). Teraz postaram się skupić na tym co w serii nowe (bo nowości nie brakuje), tym bardziej, że mogą one targetować nieco inny typ gracza, niż miało to miejsce poprzednio.

U podstaw NH wprowadza rzeczy, których głód widać było po hakowanych, zamieszczanych w sieci miasteczkach – teraz możemy dekorować dowoli również swoje otoczenie. Nie ma ograniczenia w ilości rzeczy, które możemy upychać po kątach, co pozwala tworzyć graczom małe dzieła sztuki – wystarczy trochę pograć online, aby przekonać się, ile inwencji twórczej ma społeczność Animal Crossing. Do dyspozycji grających zostało też oddane narzędzie do terraformingu, co pozwala dowolnie manipulować otoczeniem. Najnowsze AC wydaje się też nastawione na eventy, co widać już po pierwszym Bunny Day, gdzie można kraftować naprawdę dużą ilość sezonowych przedmiotów. Tym razem, poza owadami i rybami przypadającymi na każdy miesiąc, można wyprodukować konkretne itemy, przyozdabiające Wasze domki czy miasta. A jeżeli już przy kraftowaniu jesteśmy… NH z ubogiej mini-gry pozwalającej na dekorowanie domku, powoli asymiluje elementy RPG, co jest widoczne między innymi w receptach DIY (itemy, dzięki którym wyprodukujemy mebelki oczywiście trzeba sobie wyfarmić), wspomnianych wyżej eventach, czy systemie questów. Tak jest, w New Horizons za wykonywanie zadań otrzymujemy Nook Miles, a z kolei za nie obiekty do wykorzystania w mieście lub DIY potrzebne do ich wykonania. Zdecydowanie ożywia to rozgrywkę i aż strach pomyśleć, ile godzin teraz wtopią gracze, jeżeli przy tak ogromnych ograniczeniach byli przegrać ich tysiące, po prostu podlewając kwiatki, przestawiając meble i gadając z mieszkańcami. Nie da się też nie zauważyć, że wprowadzenie takich elementów, poza dodaniem dynamiki i zachęceniem do gry tych, którzy po prostu potrzebowali czegoś do roboty, gdy leniwe łowienie ryb okazywało się niewystarczające :) pozbawia AC odrobinę tego, co najbardziej do serii przyciągało – czyli naprawdę wolnego tempa, konieczności odkrywania wszystkiego samemu i rozwijania własnego miasteczka latami. System questów jest przygotowany dobrze, łatwo się w niego wciągnąć i po prostu zacząć farmić odpowiadające itemy (lub wymieniać się nimi online). Pytanie jednak, czy to właśnie tego oczekiwaliście po Animal Crossing? Na nie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Po blisko 80 godzinach gameplayu, wydaje mi się, że powoli zmierzam do końca odkrywania tego, co ma do zaoferowania najnowsze Animal Crossing i jestem usatysfakcjonowana tym, czym uraczyło nas Nintendo. Do swojego miasta zaglądam codziennie, gdy mam ochotę – buduję i zajmuję kolejne części terenu czy sprowadzam nowych mieszkańców, czasami tylko podleję kwiatki czy przesadzę hybrydę. Fajnie jest też pozwiedzać miejscówki online – póki co, całkiem sporo osób wymienia się FC w internecie i można zajrzeć w najodleglejsze zakątki internetu, zapytać co słychać, wymienić prezenty i zwinąć żagle. Społeczność jest sympatyczna i w najnowszej odsłonie gry naprawdę duża. Łyżką dziegciu jest niestety cała komunikacja sieciowa – często trafimy na kolejkę osób chcących udać się do danego miasteczka i stracimy kilkanaście minut na nawiązanie połączenia. Zapewne problemy te trochę się rozwiążą, gdy hype na grę nieco osłabnie.

Czy polecam Animal Crossing: New Horizons? Zdecydowanie tak. Rzadko który tytuł jest tak dobrą odskocznią w tych trudnych czasach i warto wyluzować się w towarzystwie zawsze miłych antropomorficznych zwierzątek i innych graczy, na szczęście w znacznej większości znających netykietę AC. Ten wydaje się być świetną rozrywką na długie godziny i jeżeli mamy w sobie odrobinę kreatywności, obowiązkowo powinien znaleźć się na naszej półce.

Plusy:
  • spełnione oczekiwania graczy
  • nowe możliwości customizacji
  • terraforming
  • nadal słodka i urocza
  • ciągle relaksuje
Minusy:
  • online interference...
Ocena ogólna
Animal Crossing: New Horizons, Trik, 2020-04-06

Platformy: Nintendo Switch
Rok wydania: 2019
Producent: Nintendo

Zbesztaj autora:

Boberski: Też mam i gram! Trik nie wierzył, mówił, że nie będę, a ja na przekór wszystkiemu buduję kolejne domy i sklepy! Wcześniejsze: Nowy Liść i Radosny Projektant Domów były dla mnie po prostu nudne, za dużo czekania, za mało działania. W przypadku Nowych Horyzontów rozgrywka jest dużo bardziej dynamiczna, nadal musimy czekać na pewne rzeczy, jednak nasza praca jest na bieżąco wynagradzana. Taki system zdecydowanie bardziej mi odpowiada, chociaż sumarycznie do robienia jest mniej, wszystko wykonuje się dużo przyjemniej. Dodajmy do tego deklarację o rozwijaniu wydarzeń i regularnych aktualizacjach i mamy kolejną grę na lata.

Trik
Ciągle coś pisze, gdy wszyscy już mają jej dość, to publikuje na stronie. Tropiciel błędów (z różnym skutkiem). Lubi jRPG i visual novel, ale bardziej te pierwsze. Czasami obejrzy jakieś anime.