[Recenzja] Yokai Watch – godny następca kieszonkowych potworów?

Są takie gry, które mają niepowtarzalny klimat. Włączamy je tylko po to, aby choć na chwilę poczuć się jak główny bohater i zagłębić w prostą, ale urzekającą bajkową historię. Z takich słynie studio Level-5. Uwielbiam ich tytuły od czasu przygody z Attack of the Friday Monsters, z którym spędziłam kilkanaście przyjemnych godzin z konsolą w rękach. Dawał mi się we znaki pewien niedosyt tego typu pozycji – na szczęście niedawno miało premierę Yokai Watch, wprost od Level-5 właśnie.

[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - recenzja-yokai-watch-godny-następca-kieszonkowych-potworów-01

Yokai Watch to franczyza, która raczej nie miała na Starym Kontynencie wielkich szans w starciu z kultowymi już Pokémonami. Porównania biorą się głównie z podobieństw fabularnych – w obu kierujemy młodym bohaterem ruszającym na podbój świata z nieco bajkowymi przyjaciółmi u boku. Obie gry bazują też na upodobaniu gracza do kolekcjonowania – możliwość uzbierania wszystkich stworków w obu grach wydłuża czas gry dwu, trzykrotnie, a nawet więcej (jeżeli mamy nieco mniej szczęścia, oczywiście). Ale dość już o wszędobylskich Pocket Monsterach! Oddajmy miejsce Yokai Watch.

Przygodę zaczynamy w lesie – młody Nate podczas wędrówki przez las napotyka tajemnicze drzewo, z jeszcze bardziej interesującą maszyną-automatem na zabawki. Żądny przygód bohater oczywiście wkłada monetę do środka i wyciąga niespodziankę. Z kapsułki wyskakuje duszek Whisper, wręczając Nate’owi specjalny zegarek, dzięki któremu może on od tej pory dostrzegać Yokaie. Duchy to oczywiście psotne stworzenia – poza dobrymi zdarzają się również te bardziej uciążliwe egzemplarze – i właściwie to na walce z nimi oprze się cała nasza rozgrywka. Część z nich uda się nawet ucywilizować i zaprzyjaźnić się z nimi, oraz wykorzystywać do późniejszej walki. Spotkaniom z Yokaiami towarzyszą różnorodne historie powiązanych z nimi ludzi i to właśnie je będziemy zgłębiać przez większość czasu. Przewinie się również paru stałych kompanów, jak maskotka serii Jibanyan czy koleżanka głównego bohatera, Katie.

[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 220160505135708

Mimo, jak mogłoby się wydawać, małego świata do eksplorowania (nie wyjdziemy poza miasteczko Springdale) do roboty jest całkiem sporo. Poza głównym storyline znajdziemy całe mnóstwo side questów – nie przesadzam! Jak donosi howlongtobeat.com znalazł się tylko jeden śmiałek, któremu udało się ukończyć całą grę w 100% i zajęło mu to 147h. Dla maniaków masterowania wszystkiego co się da jest to nie lada gratka. Uzupełnienie Yokai Medallium zajmie też dużo czasu – niestety nie wszystkie duchy pójdą za nami bez gadania :) A rosnąć w siłę trzeba! Czekają bowiem coraz potężniejsi przeciwnicy i, o ile z początku wszystko idzie dość łatwo, o tyle poziom trudności z czasem rośnie i wypada wyposażyć się w silniejszych kompanów.

[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 520160505135708

Słówko o gameplayu – a może nawet dwa? Moim zdaniem jest to jedna z mocniejszych stron gry. Nie przypominam sobie bowiem drugiego podobnego tytułu (a jeżeli jest – poprawcie mnie!). Dla wszystkich znudzonych typową jRPGową rozgrywką może być to miła odmiana – jest dosyć wyjątkowy. Wszystko sprowadza się do wystawienia odpowiednich stworków do walki (mają one swoją klasę, rangę i żywioł), dokarmiania ich w trakcie (możemy też dokarmiać przeciwnika – wtedy mamy większą szansę, że uda nam się z nim zakumplować), oczyszczania (jeżeli Yokai straci całe życie) i przede wszystkim – wyprowadzanie ataków. Skille są tutaj najciekawszym elementem, ponieważ aby zaatakować należy…narysować odpowiedni szlaczek na dolnym ekranie dotykowym, zastukać w niego lub zakręcić kołem. Do roboty w jednym czasie pozostaje więc całkiem dużo – w krótkim czasie jednak można się do tego przyzwyczaić a nawet czerpać przyjemność z rozgrywki. Wszystkim narzekającym na rysowanie powiem wprost – dopóki nie spróbujecie, nie odkryjecie, jaka to frajda! W gruncie rzeczy pokonanie bardziej wymagającego bossa może nie być aż tak proste. Przewidziano dla nas też specjalne ataki Soultimate – jednak one są dostępne tylko raz na jakiś czas. Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym! Nic tu dla miłośników gier turowych.

[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 620160505141751

Mamy również możliwość ewoluowania naszych kompanów – poprzez levelowanie znalezionych już stworków oraz (zgadnijcie?) fuzję. Połączeń jest dużo, ponieważ duchy możemy łączyć nie tylko między sobą, ale również np.  z przedmiotami. To, oraz wpływ na ostateczne statystyki stworka (zmieniamy je dzięki książkom czy czasopismom znalezionym po drodze) sprawia, że sporo czasu spędzamy na osiąganiu Yokaia idealnego.

Grę cechuje też szkolno-wakacyjno-pogodno-lekki klimat – charakterystyczny dla większości produkcji studia Level-5. Kto kiedykolwiek zagrał, ten wie. Dopracowanie graficzne gry sprawia, że po mieście wręcz chce się biegać słuchając kojącej, spokojnej muzyki. Lokacje są bowiem pełne detali, a zajrzeć można dosłownie w każdą najmniejszą dziurę – będziemy poruszać się między drzewami, szukać duchów pod automatami z napojami, pod autami, w śmietnikach i innych tego typu miejscach. Gracz w zasadzie ma pełną dowolność (no, może poza Terror Time, który lubi włączyć się wieczorem i kiedy najlepiej się schować) w przeszukiwaniu, co dostarcza dodatkowej przyjemności. W przerwach czekają też na złapanie robaki, które można kolekcjonować oraz ryby do złowienia.

[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 420160505135708

Czy Yokai Watch jest lepszą grą niż Pokemony? Trudno powiedzieć. Przede wszystkim jest grą zorientowaną na single player. Ciekawym doświadczeniem byłoby zmierzenie się z innymi graczami online, lub chociaż na kanapie obok. Nie marząc już o wspólnym zaglądaniu w stare gazety w poszukiwaniu nowych duszków :) Ligi i walki to jednak domena gier z kieszonkowymi potworami; Yokai zdecydowanie wygrywa, jeśli chodzi o wątki fabularne, wykonanie czy ogólną przyjemność z samotnej rozgrywki.

Czy Yokai Watch to gra dla dzieci? Pewnie będą się one bawić przy tym tytule świetnie. Myślę jednak, że tym bardziej dorosłym też się spodoba – Level-5 potrafi doskonale żerować na tęsknocie za dzieciństwem i kupiło mnie tym od czasu mojej pierwszej gry ich produkcji. Podobnie jak w Attack of The Friday Monsters – udała się sztuka odświeżenia starego, powtarzalnego schematu – poprzednio była to zwykła karcianka, tym razem uderzono w walki między potworami. Udało się znakomicie i zdecydowanie nabędę kolejne części – jeśli tylko będą miały okazję ukazać się w Europie.

Wreszcie: czy warto zaopatrzyć się w Yokai Watch? Jeśli tylko lubicie odprężające, kolorowe ale nie żenujące poziomem trudności pozycje, przy których można zrelaksować się przy ciężkim dniu zdecydowanie jest to gra dla Was. Wszystkim fanom stylistyki proponowanej przez Level-5 również powiem: brać w ciemno.

Plusy:
  • dziecięca przygoda!
  • relaksująca
  • pomysłowy system rozgrywki
  • naprawdę ładna
Minusy:
  • może brak multiplayera?
Ocena ogólna
4 [Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 1star[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 1star[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 1star[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - 1star[Recenzja] Yokai Watch - godny następca kieszonkowych potworów? - gray
Yokai Watch, ,

Platformy: 3DS
Rok wydania: 2016
Producent: Level-5

Zobacz również



Trik

Trik

Kiedy sama nie pisze tekstów na bloga, opieprza Boberskiego, aby to robił. Głównie dzięki niej ten szałas jeszcze jakoś stoi. Gra głównie w jRPG i visual novel, jednak stara się być na bieżąco ze wszystkim. Zawodowo programuje, słucha metalcoru, deathcoru i innego -coru. Lubi małe, puchate zwierzątka.