[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma – w zamknięciu po raz kolejny

Mija miesiąc odkąd mam okazję pogrywać w trzecią część kultowego escape roomu, przygotowanego przez studio Spike Chunsoft. Pewne doświadczenie z serią już posiadam; kilka lat temu dałam się wciągnąć bez reszty w drugą część cyklu Zero Escape: Virtue’s Last Reward, zagrywając się wieczorami na mojej PS Vita. Co przyniosła ze sobą premiera trzeciej, ostatniej odsłony cyklu? Czy bawiłam się równie dobrze? A przede wszystkim: czy warto odchudzić swój portfel o pokaźną ilość złotówek i zdecydować się na wersję cyfrową Zero Time Dilemma?

[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - zero-time-dilemma-featured-1

Klimat gry powala ciężarem, trudność przybliżenia chociażby szczątkowej fabuły również – długo zastanawiałam się, o czym należy pisać, a co wypada pominąć (przyznam, że te większe portale growe potrafią czasami zderpić, najlepszym przykładem jest ten tytuł właśnie). Zdecydowałam się na wersję tradycyjną, czyli total-spoiler-free, więc bezpiecznie możecie czytać dalej. Postawimy się więc na miejscu gracza, który właśnie zainstalował swoją kopię gry i zdecydował się spędzić miły wieczór na niszczeniu wirtualnych postaci za pomocą piły łańcuchowej.

Zaczynamy w centrum badawczym, gdzie zgromadzono pewną grupę ludzi w ramach eksperymentu. Mają oni tam po prostu mieszkać i rozwijać relacje między sobą, z dala od cywilizacji. Każdy z nich znalazł się tam w określonym celu; przeważnie kusiły ich duże pieniądze oferowane za udział w projekcie. Trochę creepy, prawda? Zabawa jednak dopiero się zaczyna; budzimy się bowiem zamknięci w pokoju wraz z innymi uczestnikami eksperymentu. Na Waszych rękach znajdują się dziwne opaski, odliczające czas. To dobry czas na wprowadzenie postaci Zero. Pojawia się więc tajemniczy gość w masce, który twierdzi, że musicie wybrać odpowiednią stronę monety – jeżeli traficie, wypuści wszystkich z podziemnej puszki bez szwanku. Jeśli nie, zacznie się gra, którą rozegracie na jego zasadach. A brzmią one następująco: sześć osób zginie, reszta będzie mogła wyjść na wolność.  W przypadku braku śmierci, zostaniecie zamknięci w laboratorium do końca życia. Co wybierzecie?

[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 228_204658906

Ja – pochwalę się, miałam trochę szczęścia. Udało mi się wyrzucić odpowiednią stronę pieniążka i podarować wszystkim wolność. To była moja najkrótsza sesja z grą w życiu – napisy końcowe uzyskane po 10 minutach gameplayu i pierwsze z zakończeń odblokowane. Imponująco :) Po chwili oczywiście wróciłam do gry decydując się na tę drugą część monety i zaczynając zabawę z Zero.

Cóż mogę powiedzieć – wymieszajmy tradycyjną visual novel z escape roomami pełnymi zagadek logicznych, dodajmy pewną dozę losowości (niektóre decyzje podejmiemy zapewne zgodnie z algorytmem Jerzego Randoma, a i wynik tego samego działania może być różny) i podlejmy wszystko sosem dość absurdalnego horroru – dostaniemy mniej więcej to, czym jest seria Zero Escape. Przy tym w Zero Time Dilemma uświadczymy tej randomowości trochę więcej, niż poprzednio.

Pamiętacie drzewko flow chart z poprzednich części? Służyło ono do monitorowania przebiegu fabuły – można było wybierać konkretne miejsca, powtarzać pewne partie gry i sprawdzać, gdzie posunie się opowieść – i tak aż do końca gry. Tutaj zadanie jest nieco utrudnione. Zero dzieli nas na trzy zespoły – każdy z nich ma udział w różnych ścieżkach opowieści i swoje momenty z nimi związane. Nie będziemy mogli płynnie przechodzić po drzewku aż do uzyskania któregoś z zakończeń; fragment wybieramy losowo, a po przejściu go poznajemy jego miejsce na flow charcie całej gry. Oznacza to mniej więcej tyle, że pełną historię prowadzącą do konkretnego zakończenia poznamy dopiero wtedy, gdy uda nam się trafić wszystkie fragmenty po drodze. Wiem, że wielu osobom podoba się to rozwiązanie; moim zdaniem jednak jest to utrudnienie wprowadzone trochę na siłę. Zdecydowanie wolałam odkrywać wszystkie zakończenia w poprzedni sposób, czyli od początku do końca – jest to na tyle złożona i pełna twistów opowieść, że konieczność wybrania dalszych kroków w odpowiedni (przeważnie losowy) sposób była dla mnie najzwyczajniej w świecie uciążliwa. W międzyczasie trzeba było jeszcze…

[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 228_204658805

…rozwiązywać zagadki. W dużym uproszczeniu chodzi o interakcję z przedmiotami w pomieszczeniu w odpowiedni sposób; zdarzają się też urozmaicenia logiczne (np. kostki do ułożenia) czy matematyczne (szyfry, które należy rozwiązać dysponując przykładem). Stopień trudności bywa różny; czasami są banalnie proste, czasami skomplikowane. Generalnie są one dość przemyślane i wykazując się minimalną dozą logiki można sobie spokojnie poradzić samemu, z różnym zapasem czasu. Odnoszę wrażenie, że poziom escape roomów jest dość zróżnicowany i jeżeli zatrzymamy się w jednym trochę dłużej, spokojnie odbijemy sobie w kolejnym. Zagadki z Zero Time Dilemma wydawały mi się też nieco łatwiejsze niż te z Virtue’s Last Reward, ale może jest to tylko moje subiektywne odczucie? Wydaje mi się to jednak na plus, bowiem należę do tych, którzy wolą zastanawiać się nad motywami postępowania bohaterów, niż na wydostawaniu się z zamkniętych pokoi. Nie mogę jednak nic zarzucić twórcom – czasami bywa tak, że zagadki są bardzo trudne lub łatwe i potrafią zniechęcić do dalszej gry. Te w Zero Time Dilemma skończą się, zanim zaczną Was nużyć – lepiej być nie mogło.

Zakończenia poszczególnych fragmentów historii bywają… dziwne. Należy pamiętać, że mamy do czynienia z japońskim horrorem, a znając specyfikę gatunku można się wydedukować wiele wymyślnych scenariuszy śmierci. Wspomniana we wstępie piła łańcuchowa czy gaz to tylko dwie z nich.  Po każdym fragmencie Waszej drużynie zostanie wstrzyknięta specjalna substancja, która pozwoli jej zapomnieć o wszystkim co do tej pory zrobiła. Gra nie byłaby jednak tak ciekawa, gdyby postacie nie doświadczały pewnych migawek z innych fragmentów i nie zaczynały układać sobie w głowach faktów, prowadzących do ostatecznych konkluzji.

[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 228_204659191

Ogólny klimat produkcji wydaje mi się nieco cięższy niż w drugiej części cyklu, która wydawała mi się nieco mniej okrutna, za to bardziej absurdalna. W obu jednak zakończenia proponowane przez autorów gry stoją na wysokim poziomie – nie uświadczycie tu nielogicznych endingów. Wszystko zostało gruntownie przemyślane i fani twistów na pewno zostaną usatysfakcjonowani.

Graficznie jest niestety gorzej niż poprzednio. Co prawda w dwójkę grałam na konsoli mocniejszej technicznie; jednak wszystko wskazuje na to, że również wersja Time Zero Dilemma na PS Vita wygląda dużo słabiej od poprzedniczki. Widoczne piksele są tutaj niestety na porządku dziennym. Tradycyjne w VN ilustracje z wymieniającym się tekstem zastąpiły niby-animacje – pomysł byłby całkiem dobry, gdyby nie ich jakość. Wolałabym jednak obejrzeć dobry rysunek, niż oglądać niedopracowane, pikselowate filmiki.

Ścieżka dźwiękowa jest naprawdę dobra. W Virtue’s Last Reward czasami napędziła mi stracha, zwłaszcza gdy grałam w ciemnym pokoju i akurat przemawiał króliczy Zero. Tu jest podobnie – nagrania w pełni odpowiadają klimatowi gry. Voice acting również jest przyzwoity. Przede wszystkim mamy do wyboru zarówno angielską, jak i japońską wersję głosów (tradycyjnie grałam po japońsku).

[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1818863

Na forach przewijają się pytania, czy warto kupić Zero Time Dilemma bez znajomości poprzednich części cyklu. W grze pojawia się blisko połowa postaci znanych z 999 oraz Virtue’s Last Reward, jest ona również zakończeniem cyklu Zero Escape. Wpływy poprzedniczek są więc naprawdę duże. Warto więc wyposażyć się w pozostałe części, mając ku temu możliwość – a zważywszy, że zapowiedziano porty obu części na PC i PS Vita, okazja na pewno będzie. Niemniej jednak, jeżeli nie planujecie zakupu całej trylogii – spokojnie można kupić tylko ostatni tytuł i zapewne dobrze się przy nim bawić. Przy tym polecałabym wersję na PS Vita – wydaje się znów zdecydowanie ładniejsza i bardziej przystępna cenowo.

Po raz kolejny Spike Chunsoft udowadnia, że potrafi zrobić kawał naprawdę dobrej, oryginalnej gry. Mało tego, potrafi przekonać do niej osoby, które z visual novel nie miały nigdy wcześniej do czynienia! Kolejny Zero Escape znów wgniata głęboko w ziemię i udowadnia, że tak niszowy gatunek również potrafi znaleźć swoje miejsce na europejskim rynku. I chociaż sercem pozostanę przy części drugiej – finalną również zdecydowanie polecam.

Plusy:
  • solidna fabularnie
  • dobra ścieżka dźwiękowa
  • wyważony stopień zagadek
  • nie nudzi
Minusy:
  • słaba oprawa graficzna
  • Akane trochę wkurza
Ocena ogólna
5 [Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1star[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1star[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1star[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1star[Recenzja] Zero Escape: Zero Time Dilemma - w zamknięciu po raz kolejny - 1star
Zero Escape: Zero Time Dilemma, ,

Platformy: PS Vita, 3DS
Rok wydania: 2016
Producent: Aksys Games

Zbesztaj autora:

Boberski: Grając we wcześniejsze Virtue’s Last Reward odniosłem wrażenie, że zagadki były zbyt przekombinowane. Często wskazówki były ściśle powiązane z miejscem w którym znajdowały się postacie. Nigdy nie byłem np. w kasynie i nie znam zasad gier, więc ciężko mi było wpaść na rozwiązanie. Tutaj sprawa jest podobna, czasami za trudno skminić co autor miał na myśli.

Grę do recenzji dostarczył polski dystrybutor Nintendo – Conquest Entertainment.

Zobacz również



Trik

Trik

Kiedy sama nie pisze tekstów na bloga, opieprza Boberskiego, aby to robił. Głównie dzięki niej ten szałas jeszcze jakoś stoi. Gra głównie w jRPG i visual novel, jednak stara się być na bieżąco ze wszystkim. Zawodowo programuje, słucha metalcoru, deathcoru i innego -coru. Lubi małe, puchate zwierzątka.

  • Olson

    999 nie zostało czasem zapowiedziane na PC i na vitę zamiast 3DS? Zgodnie z postem na twitterze: „Sorry. Maybe my previous tweet should have been written as follows. „It looks like a vital steamship.” Thank you!”.

    Wiedziałem, że gra będzie świetna, tylko wykastrowanie elementów VN trochę niepewności wprowadziło i graficznie rzeczywiście jest gorzej niż było kilka lat temu w dwójce. Ciekaw jestem, czy to kwestia budżetu, bo samo pojawienie się tej gry to tak właściwie cud spowodowany przez domaganie się kontynuacji przez fanów – niestety nie cieszy się popularnością i to nawet nie wiem, czy na zachodzie nie jest większy fanbase niż w Japonii. Albo kwestia ograniczeń sprzętowych, gdzie chcąc nie chcąc patrzę tutaj w kierunku słabszego 3DS. Cóż, przez tą zapowiedź portu 999 cierpliwie poczekam z zakupem Zero Time Dilemma. Wypadałoby poznać w pełni jedynkę przed ZTD, nie mówię już o tym, że przypomnienie sobie VLR również byłoby na miejscu. Znając życie zatracę się znowu jak to było w przypadku pierwszej styczności z VLR, gdzie na jakieś 3 dni odciąłem się niemalże całkowicie od świata zewnętrznego ;) .

    • Mnie chyba za bardzo króliczy Zero się podobał i bardziej absurdalny klimat VLR :P Nie zmienia to faktu, że ZTD jest ciągle bardzo dobrą grą. A w momencie, kiedy sprawdzałam tę informację port 999 miał być na 3DS, PS Vita i PC właśnie. Już poprawiam ~Trik