[Recenzja] Amnesia: Memories – romans w pięciu kolorach

Otome kontra Trik, podejście drugie! Tutaj możecie przeczytać, dlaczego za pierwszym razem odrobinę się zraziłam; niemniej jednak visual novel uwielbiam i nadal liczę, że i tutaj znajdę cokolwiek satysfakcjonującego. Z pomocą przyszedł wrześniowy PS Plus (należą się podziękowania dla Olsona, który skierował moją uwagę w stronę dawno zapomnianego abonamentu ;)) i udało mi się pozyskać po kosztach kolejny tytuł ze stajni Otomate.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-10-05-195427-1

Historia produkcji nikogo nie zaskoczy. Przy zalewie remake’ów z PSP, które mamy do dyspozycji na PS Vita, domyślić się można, że „Amnesia” pierwotnie była grą z PSP, wydaną w 2011 roku. Do dyspozycji są też wersje na PC i obie wiodące platformy mobilne, jednak ich cena jest całkiem wygórowana – w PS Store tytuł bywa często na promocji i można kupić go w korzystnej cenie. Tytuł doczekał się również pilotażowego anime, jednak jak to bywa w większości przypadków, lepiej skierować swoją uwagę w stronę gry. Upchnięcie aż pięciu ścieżek fabularnych w jedynie dwanaście odcinków przerosło nieco twórców telewizyjnej adaptacji.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-11-05-201724

„Amnesia: Memories” jest tytułem nietypowym, wymykającym się odrobinę całkiem sztywnym regułom gatunku. Jak to w otome bywa, randkowanie ciągle plasuje się na pierwszym miejscu, jednak, co mile zaskakuje, rozgrywka nie sprowadza się jedynie do wyborów typu „kochaj, albo rzuć”. Tradycyjne już bad endingi, mające wyciskać łzy z oczu, zastąpiono dość krwawymi scenkami rodem z popularnych obecnie horrorów. W skrócie: albo uwiedziecie bisza i wszystko skończy się dobrze, albo zostaniecie ukatrupieni w jeden z kilkunastu mniej lub bardziej wymyślnych sposobów. Prawdę mówiąc, finezja chłopaków w zabijaniu głównej bohaterki jest naprawdę duża (zwłaszcza jeden z nich ma wybitne zasługi na tym poletku) i śledzenie rozwoju fabuły nie jest tak nudne, jak mogłoby się pozornie wydawać. Tym bardziej, że wnioski końcowe nie są aż tak naiwne czy naciągane, w jednej ze ścieżek całkiem sensownie wytłumaczono, dlaczego w głowie siedzi nam dziwny koleś z rogami, a wspomnienia trafił szlag.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-11-06-132252

W prologu zapoznacie się z Orionem (to ten nieogar przypominający demona), który jak zwykle chciał dobrze (wyszło jak zawsze) i wyparł bohaterce wspomnienia z ostatnich miesięcy. Dokonacie też wyboru jednego ze światów – w każdym z nich inny bishonen będzie się kręcił dookoła niej. Na pierwszy ogień u mnie poszedł Heart World (z okładkowym Shinem w roli głównej) – statystyki trofeów pokazują, że jest on najczęściej wybierany. Każdy ze światów obfituje w jedno dobre zakończenie, jedno normalne i różną ilość złych. Wybory podjęte przez gracza w trakcie rozgrywki będą miały odzwierciedlenie w trzech wskaźnikach – przywiązania, zaufania i podejrzliwości. Jeżeli chcecie dobrać się do good endingu, pierwsze dwa należy utrzymywać wysoko, ostatni – możliwie jak najniżej. Aby nie spojlować: zabawiać będziecie się z typowym playboyem, gościem z syndromem starszego brata (mającym w dodatku nietypowe upodobania erotyczne – kiepska mieszanka), nerdem i kimś zgoła przypominającym młodszego kuzyna. Po ciężkich bojach w celu odzyskania utraconych wspomnień we wszystkich czterech światach jest nagroda – piąty maniak zabijania imieniem Ukyo. Generalnie zachęcam do pozostania z grą aż do ostatniej ścieżki, ponieważ tam czeka ostateczne wyjaśnienie naszej pokręconej historii. Jak napisałam wcześniej, jest ono dosyć logiczne i (przynajmniej mnie) nie przyniosło ciężkiego WTF, które miewałam dosyć często przy przechodzeniu poszczególnych historii. Diamond World to chyba już za dużo nawet na moją (jak wydawało mi się wcześniej) dużą wytrzymałość, ale cóż; nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – nudzić się nie będziecie, to pewne. Ponoć zresztą Toma jest najbardziej popularnym biszem z gry; Japonia jak zwykle totalnie zaskakuje swoimi preferencjami i prowokuje do zastanowienia się nad grupą docelową Amnesii i gier otome w ogóle ;) Łatwo jednak z każdym z nich w jakiś sposób się zżyć, co powoduje, że po ukończeniu danej ścieżki ma się ochotę na rozpoczęcie kolejnej.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-11-05-213138

Fabuła to w visual novel dużo, jednak nie wszystko. Podczas czytania ściany tekstu będziecie podziwiać ilustracje – podziwiać, to dobre słowo. Podobnie jak w Norn9 warstwa graficzna jest naprawdę ładna; pewien wyjątek jednak u mnie stanowią projekty ubrań głównych bohaterów – sama nie wiem, co o nich myśleć. Wyglądają dosyć dziwnie, ale na pewno wyróżniają się wśród innych postaci z gry. Heroina wygląda bowiem normalnie, jej nieco oldskulowe ciuchy są całkiem ładne. Natomiast te sztywne kominiarskie mundurki, obroże na szyjach, paski? Hm ;) Podczas czytania graczowi towarzyszą wpasowujące się w tło melodie, nic nadzwyczajnego. Mają przede wszystkim nie przeszkadzać. Jedyne, na co mogę narzekać, to właściwie brak wstawek filmowych – podczas czytania czuję się nagrodzona, gdy dobrnę do jakiejś i lubię je oglądać. Zdecydowanie łatwiej wyobrazić sobie zdarzenia (w końcu na obrazkach nie ma wszystkiego), mogąc włączyć krótki filmik – tutaj tej możliwości niestety brak.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-11-07-220147

Nowelka obfituje w masę znajdziek. Poza odblokowaniem bonusowego świata, znaleźć możemy masę bonusowych obrazków, tapać w nie celem odtworzenia wiadomości od naszych biszów (jedno z bardziej uciążliwych trofeów w drodze do platyny), zagrać w bonusowe minigierki (papier, kamień nożyce i air hockey’a) oraz uzyskać dostęp do mininowelek dotyczących wszystkich męskich bohaterów. Całkiem przyjemne bonusy – zwłaszcza ten ostatni, fanom gry mogą się spodobać.

[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 2016-11-09-201816

„Amnesia: Memories” uzyskała w skali Metacritica 72 punkty. „Norn9: Var Commons” plasował się blisko – całe 76. Zgodnie z moim własnym gustem, odwróciłabym nieco tę zależność. „Amnesia” podobała mi się dużo bardziej; przede wszystkim nie panuje w niej wszechogarniająca nuda, a odgrywanie kolejnych wydarzeń nie było podyktowane jedynie chęcią zdobycia platyny w grze ;) Moje oczekiwania wobec niej nie były wygórowane i pozwoliło to mile się zaskoczyć. Po „Amnesii” widać pomysł, ciekawe zarysowanie bohaterów, których można polubić – gry otome bywają miałkie i nudne, tutaj również nie mamy do czynienia z dziełem sztuki czy mistrzem w swoim gatunku, jednak nie mogę powiedzieć, żeby czas spędzony na graniu był czasem straconym.

Plusy:
  • wciągająca fabuła
  • fajni bisze
  • ładnie wykonana
Minusy:
  • wolę solidniejsze fabularnie gry
  • trochę mało wstawek filmowych
Ocena ogólna
4 [Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 1star[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 1star[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 1star[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - 1star[Recenzja] Amnesia: Memories - romans w pięciu kolorach - gray
Amnesia: Memories, ,

Platformy: PC, PS Vita, Android, iOS
Rok wydania: 2015
Producent: Idea Factory International

Zobacz również



Trik

Trik

Pomysłodawczyni tego gamingowego bloga. Sercem przy konsolach big N, w wolnym czasie ogląda kolejne serie anime. Trochę programuje, trochę pisze. Lubi mleko, słucha głównie metalu i rocka i bywa na koncertach.

  • Olson

    Nawet nie wiedziałem o tym anime, choć zastosowana kreska prezentuje się po prostu beznadziejnie w porównaniu do ślicznej gry. Ze swojej strony myślę, że uczciwe 6.5/10. Ulubiona postać? Orion! Był po prostu przeuroczy ^^ . Niektóre jego kwestie to mogłem sobie zapętlać i odsłuchiwać w nieskończoność. Fabularnie było po prostu ok, jedne bisze lepsze, drugie gorsze. Złe zakończenia rzeczywiście zachęcały do dokonywania niekoniecznie prawidłowych wyborów, a i sam finał mimo całej abstrakcyjności był dość satysfakcjonujący. Dodatki to już zapchaj dziury, zwłaszcza z tym leniwym, tekstowym fanfiction.

    Jeśli udało się załapać na ofertę następującą po Amnesii to z czystym sumieniem mogę za to polecić Code Realize: Guardian of Rebirth, które obecnie kończę. Po pierwsze świetne umiejscowienie akcji – steampunkowy XIX-wieczny Londyn. Po drugie sympatyczna bohaterka z ciekawą przypadłością jaką jest spalanie kwasem wszystkiego co dotknie. Przede wszystkim masa gwiazd dubbingowała tą grę ^^ ! Archer z Fate Stay Night, Kiritsugu z Fate Zero, Yosuke z Persony 4. Interesujące postacie, w tym część dobrze znanych z historii jak Sherlock Holmes, czy królowa Wiktoria. W sumie dość miło się zaskoczyłem.